| Björk - gejzer kobiecości Komu potrzebny jest obiektywny obraz Björk, jednej z najbardziej
rozchwytywanych i podziwianych postaci ostatnich lat? Fani posuwają się czasem do
przerażających aktów oddania, przeciwników nie słychać, krytycy uporczywie i
bezskutecznie dążą do trwałych interpretacji. Bo jak to możliwe, by odbierać nagrody
MTV za twórczość formalnie zawansowaną i nacechowaną muzycznym geniuszem,
wypełnioną realną emocją czerpaną z surowych pejzaży mało rozrywkowej krainy? Czy
gwiazda muzyki pop może fascynować się Stockhausenem i Aphex Twin? Dlaczego angażuje
ją Von Trier, a nie Spielberg? Dlaczego Palma, a nie Oskar (chociaż kto wie, kto wie)?
Śledząc jednak uważnie poczynania Björk..., nie zadaje się takich pytań!
Co dalej?
Ledwo zakończyła, ogromnie wyczerpującą pracę nad filmem "Tańcząc w
ciemnościach", a już zapowiada nowy, pełno wymiarowy album. "Domestica"
pojawi się prawdopodobnie w pierwszych miesiącach przyszłego roku. 34 - letnia kobieta
z bajkowym wdziękiem obwieszcza, że ... " dźwięki na nowej płycie będą bardzo
malutkie, można je będzie oglądać pod mikroskopem...". Björk nie zaskakuje, ona
po prostu idealnie spełnia oczekiwania. Umiejętnie rozkłada proporcję między tym, co
z tzw. nowej muzyki może zabrać, i ile jest w stanie do niej wnieść. Z pewnością
jest wehikułem jej popularyzacji, nigdy pasożytem.
Czy Björk odbija Palma?
Zdobyła w swej karierze już wiele nagród. Od platyny, którą otrzymała za płytę
nagraną w wieku 11 lat, zawierającą m.in. cover The Beatles "Full On The
Hill", oraz własne kompozycje, po prestiżową nagrodę przyznawaną już od 38 lat
przez Radę Krajów Nordyckich za wierność tożsamości skandynawskiej, oraz jej
popularyzowanie w świecie. Kto więc zyskał na renomie, przy okazji wręczenia jej
Złotej Palmy w Cannes, Björk czy festiwal? Postrzegana często jako kopciuszek, była
tam gwiazdą.
Bywa kontrowersyjna i trudna, zawsze bezpośrednia. To właśnie dlatego stała się dla
Von Triera idealną kandydatką do odegrania roli Selmy. Björk miała już za sobą swój
aktorski debiut. Jako młoda dziewczynka zagrała w telewizyjnej adaptacji jednej z baśni
braci Grimm. Jednak - jak mówi się powszechnie - to głównie teledyski inspirowały
Triera, szczególnie zaś musicalowy "It's so quiet". Reżyser zafascynowany
specyficzną powierzchownością Björk, namawiał ją długo. Idee fixe, polegająca na
wsparciu fikcyjnej postaci filmowej przez muzykę rzeczywistej kompozytorki, zamienił na
- moim zdaniem - film niezwykle odważny. Nerwowo wyczerpujący, ale i piękny po prostu.
Björk mówi o Von Trierze, że jest uczciwym perfekcjonistą, a co się tyczy emocji nie
dopuszcza żadnych kompromisów. Fabularny racjonalizm, ma w tym filmie oczywiście swoje
ogromne znaczenie takie, że go zwyczajnie brak. Bajka jednak, to najmniej odpowiednie
określenie na to, co działo się z Björk na planie. Bajką nie można nazwać wiecznych
kłótni - uzasadnionych jak mówiła C. Deneuve, gdy spotykają się dwie uparte i na
swój niepowtarzalny sposób, charyzmatyczne osoby. Nie było żartów kiedy nie mogąc
już unieść ciężaru rozdarła na sobie sukienkę, a strzępy zjadła. Tym bardziej,
że na następną próbę przyszła z adwokatem.
Film, to przecież ogromne przedsięwzięcie. Bardzo ludne i męczące. Björk często
podkreślała, że najlepiej pracuje się jej w kameralnych warunkach, mając u boku kilku
obdarzonych zaufaniem przyjaciół. "Komponowanie i śpiewanie daje mi mocne poczucie
bezpieczeństwa". Do studia wchodzi przeważnie z gotowymi piosenkami, by wspólnie z
wybraną osobą realizować finalne wersje utworów. Ostatnimi czasy wybór padał na
Marka Bella z duetu LFO. Ta współpraca zaowocowała również przy okazji najnowszego
dzieła "Selmasongs", ścieżki dźwiękowej do filmu Dancer in the dark".
Ponieważ wszystkie albumy, a szczególnie ostatni "Homogenic", Björk uważa za
bardzo osobiste, napisanie musicalowych tematów było dla niej, jak mówi zupełnie nowym
wyzwaniem. Jeśli jednak owe tematy stanowią integralną część filmu, stanowiąc nie
tylko kompozycyjne klamry narracji, ale i fundament powołania do życia głównej
bohaterki Selmy, nie można ich traktować jako "doklejonych partii smyczków",
jak lubi się wyrażać Björk o mało udanych soundtrackach. Ponad to, jeśli
kompozytorka jest jednocześnie odtwórczynią głównej roli, nie ma takiej możliwości,
by nie wyszło "osobiście". Gdzie jest więc ten dystans? " Nie jestem w
stanie nosić na sobie roli jak drugiej skóry. Muszę się utożsamić z graną postacią
(...) często fizycznie odczuwałam jej chorobę." Jasne, Björk przecież nie jest
aktorką, a von Trier nie kręci sitecomów. Sztuce filmowej jednak w pełni sprostała, a
albumem "SelmaSongs" potwierdziła olbrzymi kunszt muzyczny. Płyta z początku
nieco drażni tym, czym potem zachwyca bez reszty. Musicalowa konwencja, nagromadzenie
szczegółów, aranżacyjne zawirowania, dynamika, polot i zaangażowanie, przy którym
Konkurs Chopinowski wydawać się może jakąś para olimpiadą. Emocjonalny wydźwięk,
jego siła jest zdaje się doskonale czytelna, pisanie o tym nie ma większego sensu. Do
silnych doznań Björk zdążyła już przyzwyczaić, ale i tak, za każdym razem trudno
się nadziwić. Na wskroś nowoczesna to płyta mimo, iż za główne źródło
transformowania wyobraźni obiera maszyny ciężkie i wielkie. Prosty i doskonały loop
przejeżdżającego pociągu, podtrzymany przez Bella, klasycznym już dla niego i
kolegów z wytwórni Warp brzmieniem sekwencji rytmicznych, poruszające orkiestracje,
druzgocący bas w drugiej zwrotce i najlepszy duet wokalny od czasów Nicka Cave i P.J
Harvey, to oczywiście I've seen it all". Thom York obdarzony jest mniej więcej tą
samą wrażliwością wokalną, i wraz z Björk współpracują tutaj bezbłędnie. Można
by tak długo o większości zgromadzonych tutaj utworów... " I've seen it all"
jest hymnem Selmy, dla jej pobudzonej wyobraźni, oddania i prostej mądrości. Jest też
polemiką Duńczyka i Islandki z życzeniową postawą współczesności, oraz projekcją
artystycznej drogi, którą oboje od lat podążają.
Przy okazji ostatniego filmu von Triera rodzi się pytanie ogromnie ciekawe i otwierające
listę pytań zadawanych od lat: Czy Björk to Selma?
Krótka historia
Buntownicza natura Björk dała o sobie znać bardzo wcześnie w jej życiu. Fala
punk-rocka porwała ją na dobre. Najpierw bębniła w Spit&Snot by szybko odwrócić
się w stronę jazzowych standardów z garażową grupą Exodus. Dalej mały, popowy
epizod z Tappi Tikarras, i powrót do bezkompromisowej, punkowej ekspresji w kapeli
K.U.K.L. , która mogła poszczycić się dwoma wydawnictwami. Grupa składała się z
szczęśliwych freaków, na każdym kroku prowokujących licznymi, również nie
muzycznymi działaniami. Dwa lata później rodzi syna, ojcem jest Tor Eldon, gitarzysta.
Wraz z nim i kilkoma dawnymi przyjaciółmi zakłada psychodeliczny, nowofalowy
Sugarcubes. Chwilę później Ci sami ludzie powołali do życia grupę artystyczną
"Bad Taste", i jak mówili "jej celem jest walka z dobrym smakiem, który
jest największym wrogiem twórczości artystycznej". Singiel "Birthday",
osiągnął top w Melody Maker zwiastując... sukces, a potem same kłopoty, zgodnie z tym
co Björk wtedy przewidywała. Nagrali trzy albumy i jeden z remiksami. " Pułapka
interesów wyznaczyła koniec "Sugarcubes". Pomogło to wszystkim pozostać
przyjaciółmi, a Björk, która miała już w głowie 100 pomysłów zdecydowała, że
nagrywa solo.
"Debiut" wyszedł w 1993 stając się niemal natychmiast tzw. wydarzeniem.
Głównie sprawiły to egzotyczne instrumenty i ludzie je obsługujący, dużo melodii,
ciepłych, płynących..., zapadających w pamięć, kilka ewidentnych hitów, wszystko o
krok z przodu... Oprócz Björk, za ten krok w przód, czyli odpowiedź na rozwijającą
się bujnie wtedy, kulturę taneczną, odpowiedzialny był głównie bristolski magik
Nelee Hooper.
Single i klipy do nich kręcone intrygowały. Zawsze jednak od siebie odmienne kazały
dostrzec w Björk, w jej medialnej kreacji osobę tyle "szarpniętą", co
pracowitą. Definitywnie był to album pop, ale na dłuższą metę wyłącznie dla tych
"innych". Björk mówiła wtedy: " ...problem w tym, że wiele osób pop
kojarzy z głupotą (...) nie ma kto przełożyć go na język współczesnego świata. To
paradoks bo w tej muzyce, daje się wymyślić najwięcej nowatorskich rzeczy". Nie
było wątpliwości, kiedy na scenie MTV Unplugged pojawił się jej zespół, dotąd nikt
tak popu nie traktował...
Dwa lata później ukazuje się "Post", elektroniczny, niespokojny,
eksperymentalny. Wśród gości pojawia się m.in. Tricky, Graham Massey z 808 State, oraz
Howie B.
Björk kontynuuje dobrą passę, gości na znakomitym albumie Nearly God, czyli duetach
Trickiego. Po rozstaniu z Björk potraktował jej dość wyrozumiały w wymowie tekst do
"You've been flirting again", słowami: " ...keep your mouth shut
baby". W 96 roku wydaje zbiór remiksów piosenek z "Post" pod tytułem
"Telegram". Nowych wersji dostarczyli m.in. Mika Vainio z Pan Sonic, Dilinja,
Brodsky Quartet, oraz późniejsi współpracownicy, Eumir Deodato i LFO (Mark Bell). Poza
tą płytą do grona interpretatorów zaliczyć też trzeba Photka, Black Dog, Beatie
Boys, m-ziq, Howiego B, Funkstorung i wielu innych.
Przyszedł jednak kryzys..., ale nie muzyczny. Finał nieco burzliwego związku z Trickim,
incydent w Bangkoku i paczka-bomba wyprowadziły ją z równowagi. Powiedziała: "Nic
mi nie jest, ze mną jest zawsze wszystko w porządku", i wyprowadziła się na
Gibraltar, by nagrać swój ostatni, jak do tej pory, regularny album. Bardzo
skandynawski, przesycony Islandią, którą w tym czasie często odwiedzała. Refleksyjny,
dojrzały, jeszcze bardziej osobisty i emocjonalny od poprzednich, jeszcze
nowocześniejszy. Współpracę z Markiem Bellem, zaliczyć można chyba do najbardziej
owocnych.
O Björk można by napisać całą książkę, wciąż nie znajdując kluczowych
odpowiedzi.
"Niektórzy uważają, że poza głosem nie mam tożsamości muzycznej, i czysto
ludzkiej. Może to prawda, a może nie."
Augustyn Maciejowicz Kaktus
nr 4(4) 2000

dziękuje autorowi za zezwolenie na opublikowanie
artykułu |