| Recenzja -
Björk 'Vespertine' Królowa tanecznych parkietów odchodzi w świat wewnętrznych podróży. Ci, którzy
pokochali w połowie lat 90. Björk za klubowe brzmienia, musieli zwątpić, słuchając
tematów do filmu Larsa von Triera 'Tańcząc w ciemnościach'. Tym bardziej będą
zaskoczeni nową płytą Islandki. Nie znalazłem na 'Vespertine' ani jednej piosenki
przyjaznej radiu. Jest to bowiem album przeznaczony do słuchania w samotności i -
zgodnie z tytułem - "wieczorami", podczas których zwracamy się ku sobie.
Dlatego zamiast klubowych beatów mamy rytmy w średnim tempie, elektronicze smyki,
brzmienia klawikordu, cymbałek i harfy, na której gra awangardzistka Zeena Parkins oraz
chóry. Jak zwykle mmistrzowskie wykorzystanie przez Björk nieprzeciętnego głosu, którym
rozjaśnia lub zaciemnia dźwiękową przestrzeń, jeszcze wyraziściej buduje nastrój
depresyjnego wyciszenia i izolacji. Tym bardziej zaskakujące, że głównym tematem płyty
jest - miłość i to wcale niekoniecznie chora. Album dla odważnych szaleńców. Grzegorz Brzozowicz Machina nr 10 (67) październik 2001 Dziękuję redakcji 'Machiny' za zezwolenie na opublikowanie artykułu. |